Jakiś czas temu miałem krótki okres, w którym czułem, że odsunąłem Boga na dalszy tor. Oczywiście codziennie coś tam mu na odczepne powiedziałem ( bo jak tu się nie odzywać do kogoś, kto stoi obok Ciebie, trochę głupio i trochę nie wypada i trochę może przyzwyczajenie... ). Był jednak taki tydzień, a może dwa, kiedy wiedziałem, że moja uwaga jest skupiona na wielu innych nieważnych, a mimo to ważniejszych niż Bóg sprawach.
Jeżeli jedziesz za granicę, dobrze wykupić ubezpieczenie, bo nigdy nie wiadomo co się może stać. Jeżeli ubezpieczamy nasze zdrowie, domy, samochody, to dlaczego nie ubezpieczyć zbawienia? A zatem w momentach, w których czułem ( czułem, a mogło być wręcz przeciwnie oczywiście), że jestem bardzo blisko Niego, to się od razu ubezpieczałem.
Ubezpieczałem się słowami w stylu:
"Jesteś blisko mnie i ja jestem blisko Ciebie. Wiem, że nie można budować wiary na uczuciach, ale równocześnie należy być wdzięcznym, za pojawienie się takiego uczucia. To po prostu cudowna sprawa być obok kogoś, do kogo czuje się to, co ja czuję do Ciebie. No to teraz, póki jesteśmy tak blisko, to pora na małe ubezpieczenie:
Ty mnie znasz i ja siebie znam. Oboje dobrze wiemy, że najprawdopodobniej za jakiś czas, nawet może tego w swojej głupocie nie zauważę, znowu się od Ciebie oddalę. Zapomnę się w paru sprawach i ze wstydu schowam się przed Tobą. Będę jak małe dziecko, które myśli, że jak zamknie oczy i kogoś nie widzi, to ta osoba też jej nie widzi.
No i teraz póki tak szczerze rozmawiamy, to ja Ciebie Boże proszę: jak będę ( a będę ) w takiej sytuacji, to weź mi pomóż. Rozmawiamy teraz jak przyjaciele, a przyjaciołom się raczej nie odmawia. Wtedy będę zbyt daleko od Ciebie, by poprosić o pomoc, robię zatem to teraz"
A zatem wracając do owego okresu, w którym oddałem się od Boga.
Siedzę sam w biurze w pracy, nie miałem akurat nic do roboty, a zatem próbuję się modlić. Coś jednak nie mogę tego zrobić, po prostu nie mogę. Tak sobie myślę- nie jestem w stanie się modlić, to co by zrobić, by jednak być blisko Niego? Postanowiłem zatem puścić sobie jakąś nową konferencję czy kazanie dominikanina o. Adama Szustaka ( www.langustanapalmie.pl ), gdyż jak nie mogę do Boga mówić, to chociaż o Nim posłucham.
Konferencja okazała się być idealnie dla mnie. o. Adam mówił o jakimś facecie, który był prorokiem i wrócił po długiej nieobecności do domu, wszedł do świątyni, a tam się okazało, że inny chłop, który był kapłanem w tejże świątyni, na jej dziedzińcu urządził dla swojego krewnego komnatę. Zamiast ofiary pokarmowej, kadzidła, oliwy i innych tego typu spraw, nawalono sprzętu domowego, by Tobiasz mógł tam zamieszkać. Oczywiście prorok wyrzucił te wszystkie graty z miejsca, które było poświęcone Bogu i wniósł te, które powinny się tam znajdować.
Słucham tego i dobrze wiem, że to o mnie. Że przecież to ja jestem świątynią Boga i to z niej muszę wyrzucić graty, które tu nie pasują, a które stały się dla mnie ważniejsze od Niego.
Wracam z pracy. W domu nikogo nie ma. Na drukarce przy moim łóżku leży sobie Biblia. Format A4, około półtora tysiąca stron, a na każdej z reguły po kilka rozdziałów. Nie wiem czemu, to zrobiłem, ale od niechcenia wziąłem ją do ręki i otworzyłem sobie w przypadkowym miejscu.
Czytam tytuł rozdziału zaczynający się od słów "Szereg reform...". No nieźle, nie dość, że niezrozumiały Stary Testament, to jeszcze jakieś nudne teksty o reformach. Czytam dalej:
4 Jakiś czas przedtem kapłan Eliaszib - zawiadowca komnat naszego domu Bożego, krewny Tobiasza - 5 urządził dla niego obszerną komnatę; dawniej składano tam ofiarę pokarmową, kadzidło, sprzęty i dziesięcinę zboża, moszczu i oliwy, przydział lewitów, śpiewaków i odźwiernych oraz świadczenia dla kapłanów.
6 Podczas tego wszystkiego nie byłem w Jerozolimie, gdyż w roku trzydziestym drugim rządów Artakserksesa, króla babilońskiego, udałem się do tego króla, lecz po pewnym czasie uzyskałem od króla zezwolenie na powrót. 7 Gdy przybyłem do Jerozolimy, spostrzegłem występek, który popełnił Eliaszib na korzyść Tobiasza przez urządzenie dla niego komnaty na dziedzińcach domu Bożego. 8 Rozgniewałem się bardzo i wyrzuciłem cały sprzęt domu Tobiaszowego precz z tej komnaty. 9 Wtedy kazałem oczyścić te komnaty i z powrotem przeniosłem do tego miejsca sprzęty domu Bożego, ofiarę pokarmową i kadzidło. ( http://www.nonpossumus.pl/ps/Ne/13.php )
Może to przypadek, że potrzebowałem tego rozdziału Nechemiasza i akurat włączyłem konferencję o. Szustaka, w której o niej mówił. Może to przypadek, że kilka godzin później otworzyłem jedną z półtora tysiąca stron i akurat trafiłem za pierwszym razem na ten właśnie rozdział. Każdy ma prawo samodzielnie oceniać tego typu sytuacje. Ja jednak wierzę, że to coś więcej niż łut szczęścia.
Czasem człowiek otworzy Biblię i trafi na akurat TO miejsce, które było mu potrzebne. Są wtedy dla mnie dwa wytłumaczenia: Bóg lub diabeł. Takie "cuda nie widy" jak się zdarzają, to mogą pochodzić zarówno od Boga jak i od diabła- skąd wiedzieć, kto to nasłał?
Nie wiem, ale na pewno pomogą słowa, które brzmiały jakoś tak, że po owocach ich poznacie.
Znajomy ksiądz opowiadał mi, że jakiś facet chciał popełnić samobójstwo, otworzył Biblię i trafił fragment powieszenia się Judasza. W tym momencie pomyślał, że Bóg mu to sugeruje. Oczywiście raczej był to diabeł, bo Bóg jakoś nie lubi jak się wieszamy ;-))
Jak chodzi o mój fragment, to tego samego dnia postanowiłem wywalić graty z mojej świątyni i pobiegłem do spowiedzi. Staram się chodzić co miesiąc i akurat wtedy miesiąc już minął, a mi jakoś nie pasowało wybranie się do konfesjonału.
W tym momencie stawiałbym więc, że to Bóg powiedział mi o Nechemiaszu, na początku ustami o. Adama, a potem powtórzył to w Biblii, którą trzymałem w rękach. W końcu owoc tego był całkiem dobry :)
Z.dzbanem
Czytało się jednym haustem.
OdpowiedzUsuńJego interwencje są niesamowite...
A spowiedź to najcudowniejszy owoc.
Którego niestety bardzo brakuje w moim życiu ostatnio...
(ćma)
http://strupy-na-sercu.blog.onet.pl/
Bo ze spowiedzią to jest tak, że jak zaczynam za dużo kombinować, że muszę być: świetnie przygotowany, musi być ten, a nie inny ksiądz itp. to często nie wychodzi. Po prostu trzeba wziąć to wszystko "na klatę" i pójść choćby nie wiem co. A im jest trudniej, mniej przyjemnie, im większy wstyd, tym lepsza pokuta :-)
OdpowiedzUsuńMoja misja na najbliższą spowiedź: chociaż na chwilę zapomnieć, że mówię do księdza i mówić wprost do Boga. Trudne, ale chyba możliwe.
Dzięki za przeczytanie i komentarz do teksty Ćmo.
Pozdrawiam,
Z.dzbanem
Hmmm... Takie "zbiegi okoliczności" są potrzebne, zwłaszcza tym widzącym głębiej. Jest się później na czym oprzeć w chwilach totalnego zwątpienia. Dlatego warto pamiętać o Jego czasem małych, ale jakże znamiennych działaniach.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i tradycyjnie czekam na więcej.
:)