sobota, 28 kwietnia 2012

I rzucił się w morze.


Ewangelia wg św. Jana, rozdział 21 ( ostatni ), wersety: 1-14

1 Potem znowu ukazał się Jezus nad Morzem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób: 2 Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. 3Szymon Piotr powiedział do nich: "Idę łowić ryby". Odpowiedzieli mu: "Idziemy i my z tobą". Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili. 4 A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. 5 A Jezus rzekł do nich: "Dzieci, czy macie co na posiłek?" Odpowiedzieli Mu: "Nie". 6 On rzekł do nich: "Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie". Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. 7 Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: "To jest Pan!" Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę - był bowiem prawie nagi - i rzucił się w morze. 8Reszta uczniów dobiła łodzią, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko - tylko około dwustu łokci.
9 A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb. 10 Rzekł do nich Jezus: "Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili". 11 Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości, sieć się nie rozerwała. 12 Rzekł do nich Jezus: "Chodźcie, posilcie się!" Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: "Kto Ty jesteś?" bo wiedzieli, że to jest Pan. 13 A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im - podobnie i rybę. 14 To już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał.”

Wczytując się w powyższy fragment Ewangelii pragnę zwrócić uwagę na piękne, pełne szacunku i zarazem szalone zachowanie Piotra. Dowiedziawszy się, iż na brzegu stoi jego Pan, przywdziewa szatę i rzuca się do morza. Wiele razy czytałem/słyszałem tą historię, ale nigdy nie zatrzymałem się nad nią dłużej. Jednakże kilka dni temu doszło do mnie, iż Piotr przepłynął około 200 łokci. Jeden łokieć, to 0,45 metra, co daje nam odległość równą około 90 metrom.

* Ludzie zazwyczaj nie wyskakują z łodzi  by dopłynąć do brzegu.

* Ludzie zazwyczaj,  jak mają wskoczyć do wody, to zdejmują z siebie ubranie. Tym bardziej, jak już są w slipkach, to nie ubierają się w swoje rzeczy, by do tej wody wejść.

Piotr postąpił inaczej.

Na początku chciałem jego szalone zachowanie skonfrontować z postawą ugrzecznionego, ugłaskanego katolika. W końcu zachowanie Piotra, rzucenie się do wody, było właśnie czymś nieugłaskanym, nieugrzecznionym, było porywem- przepełnionego płonącą wręcz miłością- serca! A więc tak właśnie powinno być, pomyślałem początkowo: jak najmniej konwenansów, jak najwięcej miejsca dla bożego szaleństwa.

Jednakże po chwili zwróciłem uwagę na słowa: „Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę - był bowiem prawie nagi”. Piotr Apostoł pomimo ogromnych emocji, wręcz wybuchu radości, robi coś niepraktycznego, ale będącego oznaką ogromnego szacunku- przed wskoczeniem do wody, nakłada szatę.

Owa szata w żadnym stopniu nie ogranicza bożego szaleństwa, wręcz przeciwnie, jest ona jakby czymś, co to szaleństwo ogniskuje i przez to zwiększa jego istotne znaczenie.  Nałożenie szaty nie pozwala szaleństwu pozostać rozmytym, niewyraźnym, ale koncentruje je na celu, którym jest stojący na brzegu Bóg.

Nasza uwaga skupia się tutaj na Piotrze, ale przyjrzyjmy się teraz pozostałym uczniom. Zostali oni w łódce, nie wskoczyli do morza. Czy zrobili źle? Oczywiście, że nie. Gdyby wszyscy wskoczyli do wody, to straciliby łódź i cały połów ( tym bardziej, iż gdyby Jezus tego od nich żądał, to nie powiedziałby - „Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie" ). Poza tym, nigdzie też nie jest powiedziane, iż Apostoł Piotr dopłynął wpław przed nimi. Najważniejszy jest tutaj cel, używając różnych środków, skierowali się ku Jezusowi.

Tak różne, ale obie właściwie, postawy powyższych, wskazują nam na to, iż w Kościele jest miejsce na mrówczą, systematyczną pracę, ale i na szalone porywy serca. Jest tu miejsce dla ludzi, którzy częściej wybierają skok do wody jak i dla tych, którzy konsekwentnie wiosłują w kierunku brzegu, na którym czeka ich Bóg. 



Z.dzbanem








1 komentarz:

  1. Bardzo ciekawe spojrzenie na ten fragment Ewangelii! Dzięki za tą refleksję :)

    OdpowiedzUsuń