piątek, 15 lutego 2013
Ryby, a sprawa ludzka.
Ryby, a sprawa ludzka.
Być stworzonym przez Boga, umiłowanym przez niego i nie wiedzieć tego- to coś przerażającego. Trudno wręcz znaleźć odpowiednie słowo dla sytuacji, dla której ktoś za kogoś oddaje życie, kocha go całym sercem, a ta osoba o tym nie wie.
Nawet jak wie, to chciałaby przejść nad tym do porządku dziennego. Jak można być świadomym szaleństwa, które wykonał dla nas Jezus i samemu choćby nie spróbować być szalonym w chrześcijańskim tego słowa znaczeniu.
Do czego zmierzam?
Do tego, że czasem dopada mnie poczucie beznadziei, kiedy nie jestem w stanie powiedzieć komuś bliskiemu, że ma Ojca, o którym nie wie. Co mam zrobić by osoby te mi uwierzyły? Rozbijam się o mur, którego nie jestem w stanie sforsować.
Kilka dni temu spowiadający mnie karmelita powiedział mi, że ateiści są bardzo blisko Boga, bo to przecież do nich przyszedł Jezus.
No to idę do nich z tym Jezusem i nic. I nic się nie dzieje.
Rozmowy, modlitwy w tej intencji- wszystko na nic.
Może aby nawracać, to sam powinienem się tak naprawdę nawrócić. Patrząc na mnie, to może to moje nawracanie przypomina sytuację, w której pływając na dziecięcym, dmuchanym hipopotamie próbowałbym namówić kogoś na przepłynięcie kanału La Manche?
Tylko tu znowu pojawia się problem. Jak siebie nawrócić by innych nawrócić, jak przy swoim nawracaniu znowu jak głową w mur. Czasem uważam się za przypadek beznadziejny jak chodzi o zbliżenie się do Jezusa. Biegnę i w pewnym momencie zawracam i pędzę w drugą stronę by potem znowu do niego biec. Przy tej wątpliwej taktyce, to raczej ciężko będzie do niego dobiec...
Można by się załamać. Całe szczęście Bóg zapewne przewidział podobną sytuację.
Można przeczytać Łukasza 5,1-11
Tak w skrócie, to chodzi o to, że Apostołowie może nie byli chwilami za bystrzy, ale na łowieniu ryb, to się znali. No i nadszedł taki dzień, że ryby nie chciały brać.
Przyszedł wtedy taki cieśla, widać wędkarz hobbystyczny, bo powiedział im, żeby wypłynęli na głębie i zarzucili sieci. Po ludzku jest to bez sensu, cieśla będzie mówił rybakom, że da się złowić ryby jak się ich złowić nie da. Posłuchali go jednak, wypłynęli na głębie i zarzucili sieci.
Jak nie trudno się domyślić, to tym cieślą był Jezus, a więc ich łodzie zaczęły uginać się od mnóstwa ryb, bo to logiczne, że jak ktoś jest ( jak Jezus ) Bogiem, to dla Boga nie ma nic niemożliwe. Proste to jak konstrukcja cepa.
I teraz Jezus mówi słowa, które dają mi nadzieję na nawrócenie samego siebie i przy okazji reszty świata ( trzeba mieć jakieś marzenia, co nie? ;-) ).
Jezus Chrystus:
"Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił"
Odtąd ludzi będziesz łowił. Czyli wychodzi tu analogia oczywista jak 2+2=4
Jesteś pewien, że nie złowisz ryb, to jak Jezus Ci pozwoli, to złowisz ich więcej niż byś wyśnił.
Jesteś pewien, że jeżeli milionowa próba nawrócenia siebie i innych ludzi się nie udała, to jest to niemożliwe, to jak Jezus Ci pozwoli, to nawrócisz tyle ludzi, że sam się zdziwisz.
Proste, logiczne, dające tyle nadziei, że można się nią najeść i schować na później ;-)
Z.dzbanem ( idę sobie )
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Piękne Słowo Bóg dał. Kurczę, niesamowite to dla mnie, ile w nim się ukazuje mojej codziennej rzeczywistości. Łowię sobie tak często, męczę się i pocę z tą wędką, siecią, czy czym tam jeszcze, myślę sobie, kto się na moim życiu zna tak dobrze, jak nie ja sama? - przecież wiem, czego mi trzeba, jakiej rybki. Jezus jest okej, zbawił nawet, no ale... Na rybach to się nie zna^^ - wstawić sobie tu można wszystkie problemy, których nie powierzam Najlepszemu Rybakowi, a które sama próbuję złowić. Zawsze na marne, zawsze kończy się tą samą beznadzieją. I nadziwić się za każdym razem nie mogę, jak On się nie męczy mną, jak nigdy nie ustaje w Swojej Miłości. Przychodzi i daje Życie. A ja zawsze mam zdziwko i szczęście w sercu.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam, z Panem Bogiem. +
(ćma)
Dziękuję ćmo za wartościowy komentarz. Zdziwił mnie tym bardziej, iż jak patrzę w rankingu wejść na tego posta, to weszły na niego 3 osoby. I z tych trzech osób przynajmniej jedna ( Ty ) przeczytała mój wpis i napisała budujące słowo na koniec. A więc jednak warto coś czasem tu napisać dla tych 3 czy 7 osób, które przypadkiem tu zajrzą :-)
OdpowiedzUsuńRównież pozdrawiam i obiecuję modlitwę,
Z.dzbankiem
tak, pozostawiony ślad zawsze jest miły... cieszę się, że moje słowa mogły być tym właśnie umilaczem.
OdpowiedzUsuńswoją drogą, z siostry w sukience zrobiła się ćma.
zostaję z modlitwą.
(: