piątek, 3 lutego 2012

Nie boję się piekła.



Aby jak najlepiej zilustrować moją teorię, posłużę się przykładem pewnego ojca.

Jest zima, temperatura spadła grubo poniżej zera, panuje straszna zamieć. Na szczęście ojciec pewnej rodziny ma solidny, ogromny i zarazem piękny dom. W domu tym panuje szczęście, można się najeść do syta, odpocząć przy kominku, ale również jest tam przestrzeń do pracy. Jego pełnoletnie już dzieci, będący mieszkańcami tego miejsca, są czasami niezadowolone, gdyż muszą stosować się do pewnych zasad. Potem jednak widzą, że to właśnie dzięki tym regułom, dom ten jest taki dobry. Ów ojciec nie jest jednak tyranem i nikogo w nim nie więzi. Mieszkańcy kiedy tylko chcą, mogą z niego wyjść na zewnątrz, na najgorszy mróz. Niektórzy z nich wychodzą nawet nocą, kiedy jest to najbardziej niebezpieczne. Dobry ojciec jest również niezwykle mądry i doskonale zdaje sobie sprawę z ryzyka grożącego tym, którzy wyszli z domu. Jest mu wtedy niezwykle smutno, wręcz szaleje z rozpaczy, ale nie chcąc być tyranem, nie sprowadza ich z powrotem na siłę. Co najwyżej woła do nich, błaga i cierpliwie czeka. Oczywiście wiele razy ostrzegał mieszkańców, jak niebezpieczne jest wyjście podczas szalejącej śnieżnej burzy, ale to ich przed tym nie powstrzymuje.

Dom ten jest dla mnie symbolem życia w zgodzie z Bogiem. Poprzez przestrzeganie stworzonych przez niego zasad, możemy cieszyć się Jego bliskością. Grzesząc, łamiąc zasady, oddalamy się od niego. On jednak nie jest tyranem i nie każe nam na siłę do siebie wracać. Prosi nas o to, nawołuje i po prostu cierpliwie czeka.

Mieszkańcy tego cudownego domu, mają jednak wielką słabość do zupełnie irracjonalnego ( bo czymże innym jest grzech) wychodzenia w najgorszą z możliwych zamieci. Idą wtedy bardzo długo przed siebie. Nie widzą jednak celu wędrówki, bo go po prostu nie ma. Po pewnym czasie zdają sobie sprawę, że lepiej było zostać w domu. Niestety przeszli taki kawał drogi, że dawno już się zgubili i nie wiedzą jak wrócić. Znowu inni, bardziej świadomi mieszkańcy domu, znają drogę powrotną, ale widzą, że wiedzie ona pod górę i wygodniej jest jednak podróżować w zupełnie odwrotnym kierunku. Obie te grupy ( i wiele, wiele innych) zapuszczają się coraz bardziej w głąb tej złej krainy, w której z każdym krokiem jest coraz zimniej, coraz bardziej wieje, coraz mniej widać…

W tym momencie wielu z tych zagubionych mieszkańców wyjmuje telefon komórkowy i dzwoni do ojca. Resztkami sił krzyczy przez słuchawkę- ojcze, błagam, ratuj.

Na pytanie co robi Bóg w momencie, w którym najgorszy z grzeszników, prosi go o ratunek, odpowiedź jest bardzo prosta. Zachowuje się on podobnie jak ojciec naszego domu. W momencie, kiedy tylko usłyszał, że jego dziecko leży zamarznięte i błaga o ratunek, bez chwili namysłu, pomimo szalejącej zamieci, wychodzi na dwór je szukać. Tak zapewne postąpiłaby większość rodziców, która przecież kocha swoje dzieci. A czyż BÓG nie jest najbardziej kochającym Ojcem we wszechświecie? Tak jak kochający rodzic, niezależnie od tego jak daleko ich dziecko oddaliłoby się od domu i tak ruszyłby na ratunek- tak BÓG niezależnie od wszystkiego zawsze wyruszy by pomóc każdemu z nas.

Bóg jednak różni się od większości rodziców w jednej zasadniczej kwestii. W chwili, w której dziecko byłoby już o krok od śmierci, to prawie każdy rodzic nie zważając na jego pełnoletniość i prawo wyboru, na siłę by je ratował. Gdyby się opierało, to związałby je i przyprowadził do bezpiecznego domu.

Bóg Ojciec pomimo swojej potęgi, dzięki której mógłby po stokroć związać nas i zaprowadzić do miejsca, w którym bylibyśmy bezpieczni, jednak tego nie robi. Jego Istota jest zaprzeczeniem wszelkiej tyranii, wszelkiego przymusu. Daje nam On tak niewyobrażalnie ogromną wolność, że kosztem swojego niezwykłego cierpienia, do niczego nas nie zmusza. Trudno sobie wyobrazić cierpienie ojca, który patrzy na konające dziecko, w imię tej- dającej pełnię wolności- miłości nic na siłę nie robi. Banałem jest stwierdzenie, że Bóg jest od nas silniejszy. Jednakże banałem nie będzie powiedzenie, że przy całej swej mocy, nie używa jej ani w małej cząstce, by nas jakkolwiek zniewolić.

Wydaje mi się jednak, że choćbyśmy zapędzili się w rejony największego zimna, to nie tak łatwo trafić do piekła. Możemy zamarznąć już tak, że odmrożone kończyny zaczną się nam kruszyć. Trudno sobie wyobrazić ból odrywanego ciała, któremu towarzyszy pełnia przytomności i wrażliwości wszystkich możliwych nerwów. Zapewne gdybyśmy mówili tutaj o ciele człowieka, to już dawno byłby on nieprzytomny i nic by nie czuł. Próbuję tu jednak zobrazować ból duszy, która przecież nie może zemdleć. W obliczu takiego bólu, dusza zapewne poprosiłaby o pomoc, wykonałaby ten jeden telefon, do czekającego cierpliwie ojca.

Są zapewne jednostki, które pomimo tego nie zadzwoniłby do ojca. Jednak pewna część naszego mieszkańca nie może zamarznąć, pozostaje cały czas ciepła. Jest to boski element mieszkańca- fragment Boga. Każdy z nas ma Go w sobie. Zostaliśmy stworzeni na Jego Obraz i Podobieństwo, co więcej- przyjmujemy Go podczas Komunii Świętej, przyjmujemy do siebie Boga, on w tym momencie już w nas jest. Ta boska cząstka w nas, nie może zamarznąć.

Jednak pełnia wolności polega na tym, że można ją na końcu odrzucić- tak zapewne uczynił Szatan. Wydaje mi się, że odrzucenie tej cząstki wiąże się z racjonalnym wyborem, w którym objawia się pełnia podarowanej nam wolności.

Ja się jednak piekła nie boję. Jestem strasznie niesfornym dzieckiem, które co chwila zapędza się w najgorszą zamieć śnieżną. Trudno zliczyć ile razy już zamarzałem i w końcu wykonałem do Boga, ten jeden telefon z prośbą o ratunek. Wiem, że bardzo Go tym krzywdzę, ale jestem pewien tego, że mimo najgorszych warunków atmosferycznych, On wyjdzie i zacznie mnie szukać. Zrobiłby to mój rodzony ojciec, a czyż Bóg nie jest od niego nieskończenie lepszy?




Z.dzbanem

2 komentarze:

  1. Co to za ojciec, który by nie poszedł szukać swoich dzieci tylko przy ciepłym kominku "szalał z rozpaczy" i czekał na telefon, podczas gdy dziecko zapomniało telefonu, albo nigdy go nie miało i nie ma jak wezwać pomocy ?

    OdpowiedzUsuń