O nadziei mimo bólu.
Odmawiając dzisiaj tajemnice bolesne różańca doszedłem do
wniosku, że w ich centrum znajduje się właśnie nadzieja.
Problemy są integralną częścią naszego życia. Czasem jednak
są one na tyle wielkie, że mogą człowieka po prostu przygnieść. Taki
przygnieciony człowiek częstokroć nie widzi wyjścia ze swojej fatalnej sytuacji.
Wtedy na ratunek przychodzi różaniec ze swoimi tajemnicami bolesnymi.
1.
Modlitwa w Ogrójcu- niedługo przyjdzie
cierpienie i śmierć, Jezus prosi Ojca o oddalenie tego kielicha, poci się
krwawymi łzami, boi się. Często w takich sytuacjach, w oczekiwaniu na najgorsze
człowiek zaczyna tracić nadzieję.
2.
Biczowanie- jeżeli jeszcze ten ktoś nie stracił
nadziei, to na tym etapie raczej ciężko ją jeszcze mieć.
3.
Ukoronowanie cierniem- mieć nadzieję na tym
etapie? Szaleństwo…
4.
Dźwiganie krzyża- jeżeli ktoś łudził się, że
Jezus może jakoś uciec z więzienia, to teraz już jest na to za późno. Otacza go
tłum ludzi. Tu już racjonalnie rzecz biorąc nie powinno być nadziei.
5.
Śmierć na krzyżu- jeżeli w jakiś cudowny sposób
nadzieja jeszcze była, to właśnie umarła razem z Jezusem.
A jednak okazało się, że nadzieja cały czas była. W obliczu
tych wszystkich, powyższych wielkich nieszczęść, jej zachowanie było nieracjonalne.
Czasem jednak trzeba być nieracjonalnym i mieć nadzieję niezależnie od
okoliczności, bo dla Boga nie ma nic niemożliwego.
A Ty Czytelniku, który masz problemy, który cierpisz- na
jakim jesteś etapie, że straciłeś już nadzieję? Na razie jedynie czekasz na
koniec ( Modlitwa w Ogrójcu ), a może już jesteś biczowany, a może już
przeszedłeś wszystkie stacje i niedługo umrzesz? Nie mam prawa wtedy mówić Ci,
że masz zachować nadzieję.
Nawet nie muszę tego mówić, bo ktoś żyjący około dwa tysiące
lat temu zrobił to za mnie i udowodnił, że nadzieja nigdy nie umiera nigdy (
patrz następny odcinek czyli tajemnice chwalebne ;-))
Z.dzbankiem J
Dziękuję za te słowa.
OdpowiedzUsuńChoć nadziei brak, a właściwie- choć nadzieję zakopuję mocno pod warstwą bólu, to dziękuję.
siostra w sukience.
http://male-serce-ale-boze.blog.onet.pl/
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńDobrze, że dodała Pani po słowach "nadziei brak"- słowa, że Pani tą nadzieję zakopuje pod warstwą bólu.
OdpowiedzUsuńZakopywanie nadziei nie jest wcale takie złe ( oczywiście lepiej trzymać ją cały czas w ręku, ale kto tak potrafi?). Przecież nie można zakopać tego czego nie ma.
Zakopana nadzieja zawsze jest nadzieją, taką osobistą daną jako łaska od Boga właśnie dla Pani osoby. I czy jest zakopana, czy może jej nie widać, nie czuć, to ona jest.
Jest i działa.
Pozdrawiam i obiecuję szczerą o gorącą modlitwę w Pani intencji! Aby nie zapomnieć, to zacznę już teraz, bo akurat mam tu gdzieś zawieruszony różaniec ;-)
Z.dzbanem
PS
Taka rada, z mojej pustej, niemądrej głowy.
Jeżeli jest wiara, nadzieja i miłość. I jak jedno z tego szwankuje, w tym przypadku nadzieja, to proszę się skupić na wierze i miłości. One trzymają się zazwyczaj bardzo mocno w kupie i jak człowiek skupi się na miłości i wierze, to one same przyprowadzą nadzieję.
Ten typ tak ma ;-)
Dzbanek
dziękuję za modlitwę. z całego serca.
OdpowiedzUsuńona jest najpiękniejszym darem, jaki może dać drugi człowiek.
odczuwam to często.
miłość i wiara. hmm... u mnie miłość sprowadza się przede wszystkim do głodu. chciałabym ją zagarniać. bo dawać nie potrafię.
a wiara kuleje. bo jak wierzyć, że On kocha takie brzydactwo...?
A nawet jeśli, bo przecież umarł za moje łajdactwa, nie za dobre czyny, to jak przeskoczyć lęk, jak odciąć się od zła i kłamstw szatana...?
raz jeszcze dziękuję za modlitwę.
siostra w sukience.
(strupy-na-sercu.blog.onet.pl)
Cześć Tobie, odpowiedź wypadnie mi na kilka komentarzy.
OdpowiedzUsuńNie jestem osobą duchowną, nie ukończyłem teologii. Pewnie myśląc o Bogu co chwila błądzę, ale posiłkując się Biblią i w jeszcze większej mierze mądrymi rzeczami, które usłyszałem od różnych księży, głównie od Księdza Pawlukiewicza i Ojca Adama Szustaka, to:
a) Mówisz, że nie potrafisz dawać miłości. Niby cienka sprawa. Z drugiej jednak strony mówisz, że odczuwasz jej głód. To już całkiem dobrze.
Studiując psychologię nauczyłem się, że czasem niektóre osoby mogą mieć problemy dawaniem miłości jak sami jej nie otrzymali w wystarczającej ilości. Od siebie powiem- a nawet jak otrzymywali, to nie zawsze w sposób, który ułatwiał jej przyjęcie.
Powodów z dawaniem miłości jest mnóstwo. Nie wiem jaki jest Twój. Powyżej napisałem jedynie jedną z przyczyn, które mogą to powodować. Ma to na celu zwrócenie Twojej uwagi na to, że Twój problem nie jest dlatego, bo jesteś ( i tu wstaw proszę różne epitety, które jak się domyślam, nie raz rzucasz w swoim kierunku ), ale ma to zapewne szersze tło.
Możesz oczywiście załamać się. Nie potrafię dawać miłości, bo w życiu było tak i tak. Teraz to tylko mogiła.
Możesz również przyjąć to jak coś co dostałaś od Boga. Dostałaś przeszkodę. Spójrz proszę na postacie z Pisma Świętego. Przecież oni mieli co chwila różne kłopoty, problemy. Czy Bóg jest zatem sadystą? Nie, jeżeli doczyta się każdą historię do końca. Pokonanie każdego problemu popycha nas do przodu.
Otwórz proszę Księgę Tobiasza. W pewnym momencie młody Tobiasz zostaje zaatakowany przez rybę. Ryba jest zapewne ogromna, gdyż chce mu odgryźć bodajże nogę. Tobiasz jest wtedy na płyciźnie. Trzeba mieć niesamowitego pecha by trafić na taką rybę. Tobiasz jednak ją pokonuje. Archanioł Rafał nakazuje mu wzięcie jej niektórych wnętrzności. To dzięki nim Tobiasz pokonuje potem demona, zdobywa kobietę i przywraca wzrok ojcu.
OdpowiedzUsuńGdyby nie groźna ryba, to miałby potem jeszcze większe problemy. Spójrz na swoje problemy jak na rybę Tobiasza. W Biblii podobnych historii jest sporo- o ludziach, którzy mieli jakieś problem. I go pokonali
A Ty masz genialny początek przy rozwiązywaniu swojego problemu. Masz głód miłości. Pielęgnuj go. Aby dawać miłość, trzeba ją mieć, aby ją mieć należy jej zaczerpać- głód miłości, to dar. Teraz nie chce mi się szukać dokładnego cytatu, ale Jezus mówił do kobiety przy studni coś w stylu- „ja jestem źródłem wody żywej, kto się jej napije nie będzie pragnął na wieki”.
A zatem. Ty masz pragnienie miłości. Jezus oferuje jej naprawdę sporo- tyle ile potrzeba i jeszcze więcej ;-)
Jak dla mnie, to się idealnie dobraliście.
Mówisz, że wiara kuleje, bo jak on może pokochać takie brzydactwo jak Ty?
OdpowiedzUsuńJeżeli ktoś wyrabia dzwonki i Ty powiesz mu, że stworzył brzydki dzwonek, to się może obrazić. Bóg pewnie się nie obrazi, ale na przyszłość nie mów źle o tym co stworzył, bo wiesz… głupio tak. Właśnie Ty jesteś Jego stworzeniem, Jego dziełem i tak proszę siebie traktuj.
Wiesz, kto to to był celnik. To był zdrajca. Pobierał kasę od Żydów i dawał ją rzymskim okupantom. Żydzi gardzili celnikami. To tak jakby ktoś zabierał kasę Polakom i dawał ją nazistom w czasie II WŚ. Jezus przechodził jednak obok takiego zdrajcy i jak to mówił Ojciec Adam Szustak- spojrzał na niego jak na 8 cud świata… Był to Mateusz, późniejszy autor Ewangeiii.
W Biblii jest więcej historii o tym jak Jezus spojrzał na kogoś. Jak Bóg patrzy na człowieka. Nie ważne kim on jest, co robi- Bóg na niego zawsze patrzy jak na 8 cud świata. Naprawdę.
Teraz siedzisz przed komputerem i czytasz te słowa. Na chwilę oderwij się od niego i spójrz poza komputer. Tam jest Jezus i patrzy się na Ciebie jak na 8 cuda świata. Mogę przyrzec Tobie, że tak jest.
Pewien młodzieniec zaczepił Jezusa i tu mamy historię, której nie będę przytaczał, chodzi o to by młodzieniec zostawił bogactwa i poszedł za Jezusem . Dla mnie ważne są tu słowa- „A Jezus spojrzał na niego z miłością”. Na Ciebie też.
Pewnie grzeszysz tak ,że głowa boli. Ja też. Na pocieszenie- osoby z Pisma Świętego również. Przecież apostołowie Jezusa zachowywali się często jak idioci. I czy Jezus z nich zrezygnował? Nie! Cały czas z uporem znosił ich i jak dobrze wiesz- wyprowadził ich na prostą. Ciebie też wyprowadzi ( mnie też, kiedyś )
OdpowiedzUsuńPytasz jak przeskoczyć lęk, odciąć się od kłamstw szatana.
Jak idziesz na operację, to czy rozumiesz wszystko, każdy ruch, który chirurg będzie robił? Pewnie nie. Jezus jest lekarzem, który leczy. On to robi- znowu mogę przysiąc, że to prawda. Jak to robi- nie wiem „ To co u człowieka jest niemożliwe, u Boga jest możliwe” czy jakoś tak.
Mówisz- takie łajdactwa, takie problemy- Bóg nie da rady.
Jak to nie da rady? Jak idziesz do chirurga, to mówisz mu- oj, 6 lat medycyny, rok stażu, 5 lat specjalizacji, 30 lat praktyki, no ale i tak się panu doktorowi nie uda mnie wyleczyć, ja to wiem. Na pewno, to wiesz. Znasz się bardziej niż chirurg na tym jak leczyć ludzi? Jesteś od niego mądrzejsza ( przepraszam za twardy ton, ale nie wiedziałem jak to lepiej ująć by nie stracić na tym co chcę powiedzieć ).
Dusza jest bardziej skomplikowana niż ciało. Jezus jest lepszym lekarzem niż najlepszy chirurg na świecie. Proszę nie wchodź mu w paradę jak zaczyna leczyć i nie mów mu, że nie da rady, bo Ty tego nie wiesz.
Po prostu przyjdź do niego, bądź blisko niego, otwórz się na niego i nie odchodź nawet o centymetr od Jezusa, daj mu się leczyć. I o resztę się nie martw, on sobie poradzi! Tylko jest jeden warunek- musisz się zgodzić na Jego leczenie, bo operacja jest za darmo, ale wymaga pisemnej zgody pacjenta ;-)
A ja teraz biorę do ręki różaniec i modlę się za Ciebie.
Z Bogiem!
Z.dzbanuszkiem
PS
OdpowiedzUsuńCoś o nadziei, której - jak wspomniałaś - brakuje Tobie.
http://www.langustanapalmie.pl/menu_id/159
S01E03 Ten z płaczącym Janem ( odcinek trzeci, trwa kilka minut )
Zacznę chyba od kolejnego "dziękuję". Tak... To pierwsze słowo, które ciśnie mi się na usta, a raczej na palce.
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci za uwagę, poświęcony czas, wszystkie pokrzepiające słowa i za Twoją modlitwę. Za modlitwę szczególnie.
Niepojęte jest dla mnie Miłosierdzie Boga. Bo widzisz, kiedy myślę sobie o celnikach czy każdym człowieku, któremu Pan przebacza grzechy, jest mi to o wiele łatwiej przyjąć, niż fakt, że On właśnie mi odpuszcza grzechy, że także o moich winach zapomina, wrzucając je w wielką otchłań.
Ale jest tak rzeczywiście.
Moje serce uśmiecha się po wczorajszej spowiedzi i Eucharystii. Jezus po raz kolejny zniszczył moje utopie, skruszył to, co budowałam na sobie samej i na grzechu. I Chwała Mu za to. Bo gdy serce jest wolne, oddycha się inaczej, jakoś tak lżej. I cudowne jest to, że choć ja co chwila stawiam na sobie krzyżyk, to On, jest przy mnie zawsze. Że cały czas kocha tą samą ogromną miłością.
Oczywiście boję się. Siebie szczególnie i swojego płochliwego serca. Ale... On jest. I chcę wpuszczać Go do swojego życia.
Pozdrawiam.
Z modlitwą. +
Ola.